Przypadki neapolitańskie

O miłości i nienawiści do Neapolu

Neapol Juliusza Słowackiego

5 Komentarzy

wp_20170526_16_44_03_pro

Słowacki wielkim poetą był! I był też w Neapolu. Chyba mu się tu podobało, bo napisał
Jeśli Europa jest nimfą, Neapol
Jest nimfy okiem błękitnym.
Pięknie!

Słowacki do Włoch przyjechał w lutym 1836 roku z Genewy. Chciał spotkać się w Rzymie z bratem swojej matki, Teofilem Januszewskim. Zamieszkał u niego i jego żony na trzy miesiące. Zaprzyjaźnił się z Zygmuntem Krasińskim. Poznał Aleksandra Hołyńskiego spod Witebska i pochodzącego w Podola Zenona Brzozowskiego – dobrego znajomego wuja Teofila. Znajomości te nie pozostały obojętne w życiu poety.

Słowacki uczestniczył bardzo aktywnie w życiu towarzyskim zamieszkującej Wieczne Miasto Polonii. Caffè Greco, znajdujące się w pobliżu Piazza di Spagna, do dziś wspomina jej polskich bywalców.

Państwu Januszewskim nie specjalnie przypadł do gustu rozrywkowy styl życia Słowackiego. Było to powodem wielu dyskusji między nimi. Ale młody poeta wolał spędzać czas na mieście ze swoimi znajomymi, niż siedzieć w domu z nudnym, jak na jego gusta, wujostwem.

23 maja 1836 roku Januszewscy zdecydowali, że za dwa tygodnie opuszczą Rzym i ruszą na południe, do Neapolu. Ich drogi z siostrzeńcem Teofila miały się rozejść w dość mało przyjemnej atmosferze. Początkowo Słowacki był nawet zadowolony z takiego obrotu sprawy, ale kiedy zorientował się, że jego „rzymscy” znajomi też powoli się rozjeżdżają, wizja samotnych dni w upalnym Rzymie troszkę go przeraziła. W ciągu kolejnych dwóch tygodni naprawił relacje z Januszewskimi i 5 czerwca ruszył z nimi i parą dawnych znajomych z Wilna, do Neapolu. Kilka dni później dołączyli do nich Brzozowski i Hołyński.

1544039148457

Tablica pamiątkowa na kamienicy, w której mieszkał Juliusz Słowacki

1544038731076

Kamienica przy via Santa Lucia 116

Słowacki i Januszewscy zatrzymali się w Neapolu w kamienicy przy via Santa Lucia 116 (kiedyś nr 28). Okna ich pokoi wychodziły wprost na Zatokę Neapolitańską. Poeta ze swoim wujem często przesiadywali na balkonie obserwując rybaków, ich łodzie, przejeżdżające powozy, spacerujących ludzi, plującego lawą Wezuwiusza. W wierszu Do Teofila Januszewskiego wydany w I tomie Pism Pośmiertnych Juliusza Słowackiego, opisywał on tak ten widok:

Gdzie dziś Neapol jasny? Kto zasiadł nasz ganek ?

Kto patrzy na rybackich sklepów złoty wianek ?

Gdzie koczujące światła w pół okręgu zwite,

Od wiatru żagielkami białymi nakryte,

Jak te, o których prawi gdzieś Szecherezada,

Ptaków z ognistą piersią, z białem skrzydłem stada ?

Nad błękitami siedzą. Przy świetle światełko,

Każde ma białe sobie dodane skrzydełko;

Rzekłbyś, że gwiazd znudzonych lazurami plemię,

Bóg skrzydłami uzbroił – i przysłał na ziemię.

Lubiłeś taki widok – ludu ruchy – migi-

Krzyki – życie – otwierane nożami ostrygi –

Z polipów i gwiazd morskich malownicze wzorki –

Siarczaną wodą z hukiem wystrzelone korki –

Falę ludu, co z sobą po ulicach niesła

Osoby – granem widok płacące krzesła…

Lubiłeś na to patrzeć, lecz poważnie – z tronu –

Z drżącego nad falami morskiemi balkonu,

Którym architekt tkanki podrzeźniał pajęcze. –

Ja tymczasem, kolorów przeleciawszy tęczę,

Patrzałem na Wezuwiusza, aż po lawy stanie

I stamtąd białe czoło obróci do świata.

Tak zrodzone na grobie dziecko twego brata,

Któremu pierwsza grobu lilia rówieśniczką,

Zamyśloną na ludzi spojrzało towarzyszką

Z cichej ojca mogiły…Gdzie nasz lazurowy

Golf? I ciche przy białym księżycu rozmowy?

Swojej mamie napisał:

Wystaw sobie brzeg zabudowany domami w kształcie wielkiej liter E, z przydaniem kaligraficznego ogonu pod spodem Ę: na szczycie tej listery stoi Wezuwiusz – na pierwszym ząbku latarnia morska – na niższym, drugim załamaniu się litery, naprzeciw Wezuwiusza, nasz dóm; cały zaś ogón ciągnący się dalej, zabudowany wielkimi domami, zamięszkany przez najmodniejsze figury, nazywa się Chiają.

Pod koniec sierpnia 1836 roku Słowacki opuścił Neapol. Ruszył w podróż, o której marzył już od jakiegoś czasu. Brzozowski zaproponował mu wyjazd przez Grecję, do Egiptu i Ziemi Świętej. Miał on kupić na Bliskim Wschodzie stado koni arabskich dla swojego ojca. I prawdopodobnie to on pożyczył Słowackiemu tysiąc franków na tę podróż. Chociaż niektóre źródła wspominają Hołyńskiego.

W liście do matki, datowanym na 24.08.1836, poeta napisał:

Zdziwisz się mama zapewne, odebrawszy list ten na wsiadaniu prawie pisany. Wyjeżdżam na Wschód, do Grecji, do Egiptu i do Jerozolimy. Projekt ten od dawna zrobiony i kilka razy odrzucony ode mnie, jako nadto straszne przedsięwzięcie, przyszedł na koniec do skutku. Odbędę sześciomiesięczną wędrówkę w towarzystwie Zenona Brzozowskiego i w Aleksandrii połączę się z dwoma moimi współtowarzyszami podróży…

Spodziewam się, że ta podróż będzie mi użyteczną…

Obaczę nowe kraje, nowych ludzi, będę żył z nimi, będzie mię nosił wielbłąd karawan, pomyślę o śmierci na Grobie Chrystusa. Będę się tam modlił za tych, których kocham, a potem z sercem pełnym pamiątek wrócę do jakiejś cichej europejskiej samotności.

Ostatecznie cała podróż trwała dziewięć miesięcy. Słowacki i Brzozowski spotkali na Nilu Aleksandra Hołyńskiego ze swoim bratem Stefanem. To o nich poeta wspominał w liście do swojej matki i to starszemu z braci, Stefanowi, Słowacki zadedykował poemat Anhelli będący prognozą przyszłości polskiej emigracji i jej walki o niepodległość. Ale nie było to jedyne dzieło, które wyszło spod ręki pisarza w tamtym okresie. Podróż z Włoch do Ziemi Świętej miała ogromny wpływ na życie i twórczość poety. Powstało wtedy wiele cenionych dzieł. Poza tym, w czasie całej wyprawy, Słowacki prowadził dziennik, który po powrocie do Europy miał mu posłużyć do napisania poematu dygresyjnego Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu. Dzieła nie udało mu się ukończyć. Powstało zaledwie dziewięć pieśni (bez drugiej) z zaplanowanego, dużo obszerniejszego projektu, które w całości wydane zostały we Lwowie w 1866 roku, już po śmierci autora. Ósma pieśń poematu to słynny Grób Agamemnona.

Gdyby nie podróżnicza propozycja Brzozowskiego, Juliusz Słowacki być może zostałby w Neapolu kilka tygodni dłużej. Może wtedy miałby szansę zachwycić się tym miastem jeszcze bardziej. Bo jak niestety stwierdził, niewiele było tam do zobaczenia.

W całym mieście mało rzeczy do widzenia – dosyć jest poznać ogólnie fizyognomią tej stolicy – twierdził poeta.

Porównywał często Neapol z Rzymem, Francją, Szwajcarią i przy tej okazji stolica Kampanii dobrze nie wypadała. Oj, gdyby Słowacki teraz mógł tu wrócić…

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

Praktycznie całą pierwsza pieśń Podróży do Ziemi Świętej z Neapolu, składającą się z pięćdziesięciu sekstyn, autor poświęcił właśnie stolicy Kampanii i motywom, dla których musiał ją opuścić.

3. A jednak gdyby mniej pamięci bolu,
Zachceń i marzeń, a więcej rozsądku,
Toby mi dobrze było w Neapolu,
Gdzie pod oknami na prawym przylądku
Widziałem szare więzienie stolicy,
A zaś Wezuwiusz górą po lewicy.

Trzeba przyznać, że Słowacki zamieszkał w Neapolu w jednej z najwymowniejszych miejscówek. Via Santa Lucia, przy której znajduje się „jego” kamienica, leży w dzielnicy San Ferdinando. To tutaj, w VIII wieku p.n.e. powstała Parthenope – kolonia należąca do Wielkiej Grecji – na której dwa wieki później ufundowany został Neapol. Częścią Parthenope była też wysepka Megaride, leżąca wtedy zaledwie kilka metrów od stałego lądu i połączona z nim skalistym przesmykiem.

Ale co to za wysepka? I o jakim więzieniu w San Ferdinando wspomina Słowacki? Megaride na przestrzeni wieków oddaliła się trochę od stałego lądu i obecnie znajduje się na niej najstarszy neapolitański zamek, który w XIX wieku przekształcony został w więzienie. Słowacki ze swojego okna podziwiał Castel dell’Ovo i Wezuwiusza.

lungomare

Zatoka Neapolitańska z Wezuwiuszem i Castel dell’Ovo w tle

img_20181226_222549

Castel dell’Ovo

4. Błękitne morze pomiędzy więzieniem
A między górą popiołów i lawy
Czekało ciche, aż góra płomieniem,
A konstytucją buchnie wulkan prawy.
Tak było niegdyś, nim się na Francuzów
Król i Fra diabeł ruszyli z Abruzów…

W czwartej sekstynie Słowacki wspomina rok 1806. „Góra popiołów i lawy” to oczywiście Wezuwiusz. Na przełomie maja i czerwca 1806 roku, po silnym trzęsieniu ziemi, nastąpiła mieszana erupcja. Lawa spłynęła w kierunku Camaldoli della Torre, a pyły wulkaniczne dotarły do Nola, Sorrento i Benevento. „Wulkan prawy” odnosił się do sytuacji politycznej na terenie Królestwa Neapolu. Na początku 1806 roku zajął je Napoleon Bonaparte, osadzając na tronie swojego brata, Józefa. Wszystko szło po myśli Francuzów, a na stałym lądzie, pod koniec maja tego samego roku, do zdobycia została im tylko Gaeta. Wtedy na wojenną arenę wkroczył Michele Arcangelo Pezza, bandyta, który stanął na czele neapolitańskiego ruchu oporu przeciwko okupacji francuskiej. Jego pseudonim to Fra Diavolo, a diavolo to w języku polskim diabeł. To właśnie o nim wspomniał Słowacki w czwartej sekstynie. Stoczył on kilka bitew z Francuzami. A po tej, która ruszyła „z Abruzów”, czyli z miejscowości Sora na granicy z regionem Abruzzo, Fra Diavolo stał się poszukiwanym numer jeden na terenie Królestwa Neapolu. Niedługo potem został osadzony w neapolitańskim więzieniu i skazany na karę śmierci. Egzekucja odbyła się 11 listopada na Piazza del Mercato.

dscn1608

Castel dell’Ovo

20160802_183207

Piazza del Mercato

9. Przypisek winien być pisany prozą, 
Lecz ja nie mogę pisać tylko wierszem; 
Kto by pomyślał, że mnie rymy wiozą, 
Że sobie konno usiadłem na pierwszym, 
A za mną drugi jedzie krok za krokiem:
Rym z parasolem, z płaszczem i z tłómokiem.
10. Wierzcie mi jednak, że leksza od rymu
(Dla śniegów jechać nie mogłem przez Turyn)
Para mnie gnała z Marsylii do Rzymu,
Do Neapolu zaś przywiózł veturyn.
Carozze jego i cabrioletti
Zalecam wszystkim… zowie się Paretti.

Juliusz Słowacki do Włoch przybył z Genewy. Ale w podróży tej zahaczył o Marsylię, w której wsiadł na parowiec płynący na półwysep. To o jego parze autor wspomina w dziesiątej sekstynie. Słowacki dopłynął do portu w Civitavecchia i stamtąd musiał przejechać jeszcze kilkadziesiąt kilometrów do Rzymu.

Dopiero trzy lata później, we Włoszech zaczęła rozwijać się linia kolejowa. Dlatego też do Neapolu Słowacki dotarł otwartą karocą powożoną przez woźnicę o nazwisku Paretti. Nazwał go veturynem, spolszczając włoskie słowo vetturino, czyli woźnica. Ale to raczej potoczne określenie. Lepiej brzmi cocchiere. Najprawdopodobniej większą część tej trasy, poeta przebył malowniczą Via Appia, prowadzącą z Rzymu do Brindisi, a której historia sięga II wieku p.n.e. Podróżował wtedy razem ze swoim wujem Teofilem, jego żoną i parą znajomych z Wilna.

11. Zalecam nowy hotelik „Vittoria”,
Który staremu nie ująwszy sławy,
Tak się podzielił famą, jak cykoria
Wmieszana zgrabnie do mokańskiej kawy,
I marmurami, wygodą i luksem
Ze starym idzie, jak Kastor z Poluksem.
12. Zalecam także (zostanę Astolfem,
Bo mój hipogryf staje się skrzydlatym),
Zalecam tobie mięszkanie nad Golfem
Na świętej Łucji… a jeśliś bogatym,
Jeśli ci kura złote nosi jaja,
Mieszkaj przy Villa Reale na Chiaja.

Kolejne sekstyny to prawdziwy TripAdvisor tamtych czasów. Słowacki rekomenduje nieistniejący już hotel Vittoria. Poleca miejscówki w rione Santa Lucia, czyli na świętej Łucji w dzielnicy San Ferdinando. Znajduje się ono przy samym brzegu Zatoki Neapolitańskiej, czyli nad Golfem (golfo w języku włoskim oznacza zatokę). A podróżnikom o zasobniejszych portfelach poeta proponuje nocleg przy Villa Reale na Chiaja.

Chiaia to jedna z bogatszych dzielnic Neapolu. Rozpościera się z niej przepiękny widok na zatokę. Okazałe kamienice i wille z XVII i XVIII wieku, które możemy podziwiać do dziś, tylko potwierdzają ekskluzywny charakter tego miejsca na przestrzeni lat. Tak zresztą pozostało do dziś. Najbardziej wpływowi włoscy projektanci mody właśnie na Chiaia otworzyli swoje neapolitańskie butiki.

dscn1580-crop

dscn1584

Dzielnica San Ferdinando

 

 

img_20181227_144748

Dzielnica Chiaia

19. O! Neapolu! gdzie jest twoja dusza?
Bo duszą twoją nie jest ruch i życie,
Patrzę na ciebie z grobu Wirgiliusza,
A ty na niebie i na fal błękicie
Tak roztopiony w zorzy malowidła,
Jak upuszczona na brzeg bańka z mydła…
20. O! Neapolu! wieczorne wyziewy
Twym są rumieńcem, twe dymy są tęczą,
Harmonizujesz się tak jako śpiewy
Z ciszą powietrza, twe dzwony nie jęczą,
A twój domami okryty pagórek
Ma białość lekkich na błękicie chmurek.
21. Tylko po Chiai i po Margelinie
Idą przeciwne sobie dwa rynsztoki,
Rój mrówek lezie i rząd karet płynie,
Wszystko się rusza. Grób wieszcza wysoki
Właśnie tam stoi, dove fa il torso
Ulica. – Z grobu patrzałem na Corso.

Cudownie jest myśleć, że Juliusz Słowacki zachwycił się tak bardzo moim ulubionym widokiem na Neapol i na zatokę, rozpościerającym się z grobu Wergiliusza. Uwielbiał to miejsce i często do niego zaglądał. Zabierał tam ze sobą Dantego i rozkładał na czynniki pierwsze jego słowa. To tam odnajdywał spokój i ciszę, których w Neapolu tak bardzo mu brakowało. Spoglądał na wody zatoki i porównywał je do Jeziora Genewskiego. Wezuwiusz przypominał mu o Mont Blanc.

Parco della Tomba di Virgillio znajduje się na zboczy wzgórza Posillipo. Rozciąga się z niego piękny widok na dzielnice Mergellina i Chiaia. Widać z niego Zatokę Neapolitańską i Wezuwiusza. Bajkowy widok! Ale kiedyś to miejsce wyglądało zupełnie inaczej.

Oczami wyobraźni sięgam 1836 roku, kiedy to po bitej via Caracciolo i Riviera di Chiaia przesuwają się powoli bryczki ciągnięte przez konie. Między nimi spacerują mężczyźni w lnianych marynarkach, a może koszulach, i kobiety w długich sukniach. A w oddali widać wulkan, po którym wspinają się nieśmiale zabudowania San Giorgio a Cremano, Portici i Herkulanum. Jak jest teraz? Dużo bardziej chaotycznie, ale nadal pięknie. I tylko jedno się nie zmieniło. Nad kraterem Wezuwiusza prawie zawsze wije się jakiś obłok, nawet kiedy całe niebo jest błękitne.

 

 

wp_20170526_16_50_27_pro (2)

Parco della Tomba di Virgilio i ulubiony widok mój i Słowackiego na Zatokę Neapolitańską

31. Żegnam i ciebie, o! garsteczko prochów,
Leżąca zawsze pod laurem klasycznym;
Turkot powozów z Pauzylipu lochów
Woła pod tobą hymnem romantycznym,
Że sława przejdzie, a bryki nie przejdą,
Że ta bryk droga jest wieku Eneidą.

33. Lecz niech mię ciemność Erebu ogarnie, 
Jeśli okłamię Pauzylipu grotę. 
W ciemny korytarz spadają latarnie 
Jedna za drugą jak gwiazdeczki złote. 
A tam, gdzie nikną i gdzie ciemność krucza, 
światło dnia wpada jak z dziurki od klucza.

Kiedy przeczytałam te sekstyny po raz pierwszy, wyobraziłam sobie Słowackiego przechadzającego się po Grocie Sejana znajdującej się na skraju wzgórza Posillipo. Ale w 1836 roku nikt jeszcze nie wiedział o istnieniu tego miejsca. Dopiero kilka lat później, za panowania Burbonów, Grota Sejana została uratowana po setkach lat zapomnienia. Poza tym po co miałyby tamtędy przejeżdżać powozy… Chwilę musiałam się zastanowić, w której to w takim razie grocie był Słowacki. Bingo! Jasna sprawa! „Garsteczka prochów” odnosi się do grobu Wergiliusza, pod którym znajduje się wejście do długiej na 700 m Groty Posillipo, zwanej też Kryptą Neapolitańską. Ta antyczna droga powstała za czasów panowania cesarza Oktawiana Augusta. Łączyła Neapol z Pozzuoli i została wydrążona we wzgórzu Posillipo. Znalazła się nawet na Tabula Peutingeriana, czyli na „mapie drogowej” imperium rzymskiego, co tylko świadczy o ważnej roli jaką grała w transporcie, komunikacji i handlu. Oświetlały ją dwa otwory wydrążone w tufowej skale, które zapewniały też wymianę powietrza. Za czasów panowania Józefa Bonaparte, grota przez całą dobę oświetlana była latarniami. Z miejscem tym wiąże się wiele legend. Było to też miejsce kultu, co potwierdzają freski namalowane przy wejściu od strony dzielnicy Mergellina. Niesamowite jest to, że droga ta sprawowała swoją funkcję przez około 1800 lat, aż do końca XIX wieku, kiedy to powstały nowocześniejsze tunele i drogi łączące dzielnice po przeciwnych stronach wzgórza Posillipo.

wp_20170526_16_41_40_pro

img-20140821-wa0009-crop

Wejście do Groty Posillipo od strony Mergellina

≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

Poemat Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu wspomina tylko kilka miejsc, które Juliusz Słowacki zobaczył w stolicy Kampanii. W rzeczywistości zobaczył o wiele więcej, jak na prawdziwego podróżnika przystało. Słowacki odwiedził między innymi:

  • Sorrento, gdzie uciekł przed, zbyt hałaśliwym jak na jego gusty, Neapolem. Spędził w Sorrento miesiąc oddając się morskim kąpielom, spacerom i pisaniu.

 

 

 

 

 

 

  • Herkulanum i Pompeje, które nie zrobiły na mim wtedy wielkiego wrażenia. Wręcz przeciwnie, nastawiony był raczej krytycznie. Fakt, że w 1836 roku tylko mikroskopijna część tego, co możemy podziwiać obecnie w wykopaliskach, została odkopana w wulkanicznych popiołów, ale troszkę Słowacki przesadzał.

Chodziłęm po Herkulanum i Pompeja z cygarem w zębach jak po spalonej wiosce…”    

A dalsze słowa Słowackiego opisujące te miejsca, pozbawione są zupełnie emocji.

 

 

 

 

 

 

 

 

  • Nocna wyprawa na Wezuwiusza. Szedł wtedy na szczyt wulkanu w towarzystwie, między innymi, Teofila Januszewskiego. Drogę oświetlali sobie pochodniami. Zatrzymali się w domu jakiegoś pustelnika na odpoczynek, który dał im skosztować pochodzącego ze zboczy Wezuwiusza wina, Lacryma Christi. A o wschodzie słońca Słowacki znalazł się na brzegu krateru.

Trudno się było drapać po osypującym się popiole, ale widok roztrzaskanego szczytu Wezuwiusza wynagrodził nam trud podjęty. Nic piękniejszego jak ten piekielny obraz żużlowych skał. Niektóre czerwone się wydają jak ogień, inne złotym kolorem siarki umalowane błyszczą od wschodzącego słońca, z niektórych miejsc wydobywają się białe kosmyki dymu. Dalej ogromna przepaść krateru, chicha teraz i połykająca rzucane w nią kamienie z ogromnym hukiem. Gdzieniegdzie żużle jeszcze gorące, i ciepłe powietrze z ziemi wydobywa się jak z pieca.- Z tej równiny żużlowej widzieliśmy wschód słońca.

 

 

 ≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

Neapol wskrzesił w Słowackim bardzo skrajne emocje. Podobało mu się tutaj, ale z drugiej strony nie czuł się tu dobrze.

Zachwycony jestem Neapolem, a jednak za dwa dni myślę wyjechać na cichsze mięszkanie do Sorrento. – tak pisał do matki.

W jego twórczości czuć zmęczenie chaosem i tęsknotę za spokojniejszym życiem. Z drugiej strony fascynował go ten inny rytm życia, inne krajobrazy, mieszkanie nad morzem, wulkan w zasięgu ręki.

Caro Słowacki, mam dokładnie tak samo. Minęło 180 lat, a Neapol działa na ludzi w ten sam sposób. Ale tej krytyki Pompei i Herkulanum to Ci nie zapomnę!

Źródła:
  1. Juliusz Słowacki w Rzymie, Neapolu i Sorrento (od 22 lutego do 24 sierpnia 1836 r.) – Ferdynand Hösick
  2. Pisma pośmiertne Juliusza Słowackiego – staraniem A.Małeckiego
  3. Z Juliuszem Słowackim do Ziemi Świętej – Franciszek Ziejka
  4. Listy do matki cz. 2 – Juliusz Słowacki
  5. Listy Teofila Januszewskiego do pani Bécu, Tom I

5 thoughts on “Neapol Juliusza Słowackiego

  1. Fantastyczny tekst i idealny przewodnik śladami wielkiego poety. Lubię bardzo ten sposób zwiedzania, jakby konfrontować opinię wieszcza ze swoją własną. W 2018 poszłam szlakiem Iwaszkiewicza po Syrakuzach. Jego zasypywał piasek niesiony przez sirocco, mnie zalewały strugi deszczu.
    Bardzo lubię klimat południowych Włoch, ale nawet ja po jakimś czasie wymiękam i jak Juliusz muszę się przenieść w bardziej zaciszne miejsce. Nie wiem jak przeżyję Palermo…

    Polubienie

    • Dziękuję 🙂 Ja w Neapolu tak jak Słowacki uciekałam do Parco della Tomba di Virgilio. Czasem było zdecydowanie za dużo tego chaosu. A w Palermo też na pewno znajdzie się jakaś piękna oaza spokoju, żeby troszkę odetchnąć od zgiełku miasta 😉

      Polubienie

  2. Oh muszę Ci podziękować, za to, że chciało ci się tak grzebać i wyszukiwać w twórczości Słowackiego tych fragmentów, które odnoszą się tego skrawka ziemi, a jestem pewna, że nie było to wcale łatwe. Akurat mam grupkę turystów, którym mam pokazać Neapol w 1,5 godziny i to zaczynając od Galleria Umberto Primo więc siłą rzeczy nie mam szans na pokazanie im Nea-Polis, musimy skupić się na Partenope, a w tej części są dwie tablice upamiętniające pobyt w Neapolu dwóch wielkich Polaków, więc nie mogę ich ominąć, a dzięki tobie wiem coś więcej niż to, co na tablicy zostało napisane. Nie znoszę opowiadania suchych faktów, bo te i tak zaraz zostaną zapomniane 🙂
    Co prawda nie do końca zgadzam się z Twoją opinią, tj. że Słowacki się zachwycał Neapolem i że gdyby został dłużej, to zachwyciłby się bardziej. Może coś nieuważnie przeczytałam, ale z tekstu zrozumiałam, że był tu co najmniej 2,5 miesiąca, więc wydaje mi się to dostatecznym czasem, żeby albo pokochać, albo nie (oczywiście nie mówię, że w ciągu 2,5 miesiąca można cały Neapol dogłębnie poznać) a z tego wiersza, w którym pisze o rynsztokach, to jakoś tego bijącego zachwytu nie widzę. Ale zaznaczam, że nie znam się specjalnie na poezji. Fragment o nimfie i oku jak najbardziej może świadczyć o zachwycie, ale to tak, jakby zachwycił się zatoką, a już miastem nie. Może po prostu dostrzegał tu tyle sprzeczności, piękna i brzydoty, że nie mógł tego pojąć 😀 😀 :D.
    Piszę o tym, bo i dziś jest często podobnie. Ludzie z jednej strony zachwycają się widokami, a z drugiej samo miasto wydaje im się nieciekawe. Według mnie ma na to wpływ m.in. nie świadomość znaczenia Neapolu w historii naszej cywilizacji. Do Rzymu wszyscy jadą z nastawieniem, że to kolebka naszej historii, kolebka chrześcijaństwa itp i nawet jak gdzieś jest brudno i są śmieci, to tego nie dostrzegają. Do Neapolu jadą z przekonaniem, że tu właśnie muszą być ostrożni, bo mafia, bo brudno itp…. więc często przez taki pryzmat patrzą. Dlatego ja zawsze podkreślam „wiekowość” Neapolu i fakt, który wydaje mi się logicznym wnioskiem, że jeśli chodzi o naszą europejską kulturę, to nie Rzym a Neapol jest tą kolebką, z której kultura ta została zaczerpnięta. To co prawda mój osobisty wniosek, ale wszyscy wiemy, że nasza kultura swe początki zawdzięcza geniuszowi Greków. Rzymianie ją od Greków przejęli i rozwinęli ok. Ale skąd? Kultury nie przejmuje się w czasie wojny i nie zabiera w plecaku po zakończeniu jakiejś bitwy. Kulturę się wchłania w czasie pokoju, oddycha się nią, poznaje kawałek po kawałku. I gdzie niby Rzymianie oddychali grecką kulturą? W Atenach? A guzik z pętelką. Nikt mi nie wmówi, że nagle wszyscy gromadnie pływali do Aten. To Neapol był greckim miastem na terenie Półwyspu Apenińskiego, i dzięki ogromnej autonomii, jaką uzyskał pozostał nim do 5 w. naszej ery, to tu Rzymianie budowali swoje wille, to tu gromadnie przybywali, dyskutowali, zapoznawali się z grecką sztuką. Więc to tu znajduje się kolebka naszej europejskiej kultury, a Neapol, co zawsze powtarzam, jest CYWILIZACYJNIE o co najmniej 150 lat starszy od Rzymu. Może jak tak zaczniemy przedstawiać Neapol, to w końcu ludzie przestaną widzieć w nim tylko mafię i śmieci.
    Ah chciałam jeszcze dodać, że kiedy pierwszy raz przeczytałam twój teks byłam święcie przekonana, że jesteś polonistką. Jakież było moje zdziwienie, kiedy napisałaś, że jesteś lekarzem 😀 😀 Chociaż z drugiej strony, rzeczywiście w tekście widać „naukowe zacięcie” i naukową dokładność, niezwykłą dbałość o szczegóły.

    Polubienie

  3. Przepraszam za błędy, jak piszę tekst jest tak mały, że nic prawie nie widziałam, a teraz nie mogę ich poprawić, bo „tekst oczekuje na modernizację” 😀 😀

    Polubienie

  4. Pingback: Słowacki, il poeta polacco che si innamorò di Napoli - Storie di Napoli

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s